S. JADWIGA GLEMÓWNA OSU

S.Jadwiga
 
21 sierpnia 1890 w Chełmżyurodzona
1 września 1981 w Krakowiezmarła
____________________________________________
zakon Urszulanek Unii Rzymskiejprzełożona
szkóły podstawowe, gimnazja i liceadyrektorka
w Krakowie, Lublinie i Gdynii








Dnia 1 września 1981 r. zmarła w krakowskim klasztorze Urszulanek S. Jadwiga Glemówna. Przeżyła w naszym Zakonie 70 lat, w tym 57 w Krakowie. Dla wielu z nas - zwłaszcza dla byłych wychowanek szkoły krakowskiej - była nie tylko wzorem, ale i symbolem urszulanki, która, poświęciła życie młodzieży.

Zanim ktoś napisze obszerniejsze wspomnienie o ś.p. Zmarłej, pragnę kronikarsko przypomnieć ważniejsze fakty z jej bogatego życia, które ukazuje nam wyraźnie naszą urszulańską historię i tożsamość.

Urodziła się dnia 21 sierpnia 1890 r. w Chełmży - na terenie dawnego powiatu toruńskiego w ówczesnych Prusach Zachodnich - w okresie nasilonej akcji germanizacyjnej. Ochrzczona dnia 23 sierpnia t.r. w tamtejszym kościele parafialnym otrzymała imiona Joanna Franciszka. Była najstarszym dzieckiem Jana Glemy i Antoniny z Janowskich. Ojciec prowadził sklep konfekcyjny, a matka zajmowała się domem i wychowaniem sześciorga dzieci: trzech córek i trzech synów. Chrześcijańską atmosferę rodziny cechował także starannie pielęgnowany patriotyzm, jaki później charakteryzował naszą Siostrę do końca życia.

Była bardzo uzdolnionym dzieckiem. Wcześnie nauczyła się sama czytać i odtąd książki stały się jej pasją. Okazało się w niedalekiej przyszłości, że młodsze rodzeństwo wykazywało takie same zamiłowania i dom zaczął przypominać "klub czytelników", a ojciec musiał "dawkować lektury" - napisała S. Jadwiga w krótkim, trzystronicowym życiorysie. "Nie znaczy to jednak - czytamy tam - że byliśmy molami książkowymi - starczyło czasu na zabawę w domu i z dziećmi sąsiadów".

Szkołę powszechną ukończyła w Chełmży w 1906 r. Chociaż rodzicom zależało bardzo na wykształceniu córki, nie zgodzili się ze względów patriotycznych na kontynuowanie nauki w niemieckiej szkole średniej dla dziewcząt. W trzy lata później - w roku szkolnym 1909/10 - oddali ją natomiast do bardzo wówczas cenionej, pensjonatowej Szkoły Gospodarczej prowadzonej przez Siostry Boromeuszki w Rokitnie, gdzie kładziono także nacisk na przedmioty ogólnokształcące, uczono języka francuskiego i gry na fortepianie. Boromeuszki były jednak także Niemkami. Głód wiedzy, jaki charakteryzował od dziecka Joannę łączył się z pragnieniem wstąpienia do klasztoru. Boromeuszki wysuwały nawet pewne sugestie, ale klasztor niemiecki nie wchodził w ogóle w rachubę. Przeczytała gdzieś o urszulankach i zafascynował ją cel tego Zakonu. We wspomnianym życiorysie napisała znamienne słowa: "... wielką łaską Ducha Świętego była decyzja wyboru klasztoru, o którym dotąd wiedziałam tylko to, że celem jego jest wychowanie młodzieży i że taki klasztor jest w Krakowie". Wiedząc o wielkim przywiązaniu S. Jadwigi do rodziny możemy się domyślać, jaką ofiarą było rozstanie z domem i wyjazd za granicę do Galicji. Do Krakowa przyjechała pod opieką ojca dnia 17 stycznia 1911 roku. Pierwszą urszulanką, jaką zobaczyła była S. Zyta Bogacka, która otworzyła żelazną furtę klasztoru przy ul. Starowiślnej /dziś [1981 r.] ul. Bohaterów Stalingradu 9/. Funkcję mistrzyni nowicjatu piastowała wówczas M. Ignacja Szydłowska, a przełożoną autonomicznego wtedy klasztoru była m. Stanisława Sułkowska, która miewała raz na tydzień naukę w nowicjacie. Obie te Przełożone - przykład ich zakonnego życia i wybitne zdolności pedagogiczne - wspominała S. Jadwiga z rozrzewnieniem i czcią przez całe życie. Jako najbliższą towarzyszkę w nowicjacie i w okresie studiów wymieniła w życiorysie S. Stefanię Jagmin.

W postulacie przygotowywała się do eksternistycznego egzaminu dojrzałości. Miarą jej zdolności i przygotowania, jakie przyniosła z domu był fakt, że zdała ten egzamin z odznaczeniem już 25 września 1912 r. w Gimnazjum św. Anny w Krakowie /typ klasyczny/. 22 października tegoż roku odbyły się jej obłóczyny, a w dwa lata później tego samego dnia złożyła S. Jadwiga pierwszą profesję otrzymując predykat "od Ducha Świętego". 22 października 1917 r. związała się z Bogiem i z Zakonem ślubami wiecznymi.

W latach przypadających na okres jej formacji zakonnej dokonywał się ogromny przełom w stylu kształcenia dziewcząt. Prywatne pensje przekształcano w licea, a potem w gimnazja. Urszulankom krakowskim bardzo zależało na przygotowaniu własnych sił nauczycielskich z pełnymi kwalifikacjami do pracy w nowym typie szkoły średniej. S. Jadwiga należała do pierwszej grupy urszulanek krakowskiego klasztoru wydelegowanych na Uniwersytet Jagielloński. Począwszy od 1913 r. studiowała jako zwyczajna słuchaczka na Wydziale Filozoficznym przez 7 semestrów, a w roku 1914/15 - z powodu działań wojennych - na uniwersytecie w Insbrucku, by nie stracić roku. Mieszkała wówczas u tamtejszych urszulanek.

Od początku życia zakonnego, a więc i w okresie nowicjatu i w czasie studiów - pomagała w pracy u dzieci w szkole i w pensjonacie. Od 1917 r. uczyła już jako siła kwalifikowana. W maju 1919 r. zdała ostateczny egzamin nauczycielski z języka niemieckiego i łacińskiego, jako przedmiotów głównych. Życie S. Jadwigi było tak ściśle związane z dziejami szkoły, że chcąc o nim mówić i je rozumieć musi się mówić o szkole, w której pracowała najpierw jako nauczycielka i wychowawczyni, a potem prefekta szkoły /wicedyrektorka/, wreszcie pierwsza zakonna dyrektorka gimnazjum oraz opiekunka Sodalicji Mariańskiej uczennic.

"Matka Jadwiga ... była sercem i mózgiem szkoły" napisała jedna z byłych wychowanek w liście kondolencyjnym.

Dwukrotnie pełniła funkcję przełożonej krakowskiego klasztoru: w latach 1926-1929 oraz w latach 1937-1944. S. Imelda Adamska, najpierw uczennica, a potem zakonna nauczycielka krakowskiej szkoły, wspomina na kartach napisanych z okazji złotego jubileuszu profesji matki Jadwigi objęcie po raz pierwszy przełożeństwa w 1926 r., kiedy to wezwano telefonicznie m.Jadwigę z wakacji do Krakowa: "...na głos dzwonu całe Zgromadzenie i Nowicjat zebrały się w refektarzu. Po chwili weszła M. Generalna prowadząc zapłakaną Matkę Jadwigę i ogłosiła ją nową Przełożoną. /M.Jadwiga dowiedziała się przed chwilą o nominacji - SK/. Drżącymi od łez i wzruszenia głosem przemówiła do nas /.../ w te mniej więcej słowa: "Na czele Domu Krakowskiego stały zawsze wielkie i wybitne przełożone, a teraz Bóg wyznaczył mnie, takie nic, takie zero ...". I Matka prosiła, by ją wspierać modlitwą i życzliwą pomocą. Ruszyłyśmz wszystkie - kontynuuje S. Imelda - z największą czcią i wzruszeniem składać homagium". Przez trzy lata swego pierwszego przełożeństwa nie kierowała m. Jadwiga szkołą służąc całemu Zgromadzeniu. Brak jednak było Matce szkoły, a szkole-Matki. W 1929 r. podjęła z powrotem funkcję dyrektorki i pełniła ją do 1937 r.

Właśnie na ten okres przypadł wielki rozwój naszej szkoły noszącej wówczas, nazwę: "Zakład wychowawczo-naukowy Sióstr Urszulanek w Krakowie". Ta prywatna szkoła z pełnymi prawami państwowymi cieszyła się uznaniem społeczeństwa i władz oświatowych. Zasygnalizowane poniżej wybrane fakty z życia szkoły są tylko słabą ilustracją tej bogatej rzeczywistości, jaką współtworzyła nasza Zmarła. Zacznijmy od znaczących dat.

W 1925 r. obchodzono bardzo uroczyście jubileusz 50-lecia klasztoru i szkoły. Zawiązał się wówczas Ogólnopolski Związek Wychowanek z siedzibą sekretariatu w Krakowie.

W 1928 r. odbyło się poświęcenie sztandaru szkoły - symbolu najwyższych wartości: wiary katolickiej i miłości Ojczyzny. Od tego roku począwszy w dniu św. Urszuli nowe uczennice składały, a starsze odnawiały przyrzeczenie sztandarowe: W obliczu Twoim Panie / i przed wszystkimi tu obecnymi, / przyrzekamy na sztandar nasz święty / że wiary świętej katolickiej / do końca życia nie odstąpimy, / że Ojczyznę kochać / i wiernie jej służyć będziemy, / że honoru sztandaru naszego / nie splamimy / Przyrzekamy /.

Na te same wartości wskazywał hymn sztandarowy:

"Sztandarem naszym lilii biel.
Znak orli w blasku słońca,
A w czystych duszach jeden cel:
Trwać w pracy aż do końca.
Swój cel jak sztandar kochać, czcić
I nieść go w świat podniebnie,
Sztandaru hasłem zawsze żyć,
I umrzeć zań chwalebnie".,

W 1930 r. ze względu na napływ uczennic i wymogi władz szkolnych zdecydowały się urszulanki mimo panującego kryzysu gospodarczego na rozbudową szkoły. Już w październiku 1931 r. Metropolita Krakowski, Książę Adam Stefan Sapieha, który patronował także poprzednim i późniejszym uroczystościom szkoły i klasztoru, dokonał poświęcenia nowych budynków przy ul. Starowiślnej pod numerem 3/5. Reporter "Głosu Narodu" pisząc o budowie nowej szkoły miesiąc wcześniej /6 września/ nazwał, ją "szkołą radości i słońca", co było trafnym określeniem zarówno w wymiarze zewnętrznym, bo pomieszczenia były jasne, piękne, budowane z rozmachem, jak i wymiarze wewnętrznym, gdyż szkoła kipiała po prostu życiem, pracą, pogodą ducha i humorem.

Na początku roku szkolnego 1937/38 klasztor i szkoła przyjmowały uroczyście Przełożoną Generalną, Matkę Marie de St.Jean Martin. Była to pierwsza oficjalna wizyta po przystąpieniu do Unii Rzymskiej. Wielka impreza szkolna odbyła się na kamiennym podwórzu. W trzy miesiące później, w grudniu 1937 r., Sodalicja Mariańska uczennic obchodziła Złoty Jubileusz gromadząc wiele roczników byłych i aktualnych wychowanek na wspaniałej akademii w Sali Teatralnej Związku Młodzieży przy ul. Skarbowej 2 /w tzw. Bursie Ks. M. Kuznowicza SJ/. W 1938 r. przewodniczyła M. Jadwiga ogólnopolskiej wycieczce - pielgrzymce uczennic urszulańskich do Rzymu i innych miejscowości włoskich.

Niepowtarzalną atmosferę szkoły tworzyło przede wszystkim codzienne życie. Wiele troski poświęcała m.Jadwiga funkcjonalnemu i estetycznemu wyposażeniu szkoły. W rezultacie na poziom zakładu wpływały z pewnością dobrze urządzone pracownie: fizyczna, chemiczna, biologiczna, geograficzna z gabinetem krajoznawczym oraz pracownie humanistyczna, historyczna i inne, a także świetnie zaopatrzona biblioteka z czytelnią czasopism. Był także gabinet lekarski, nie mówiąc już o wyposażeniu wielkiej sali gimnastycznej. Przede wszystkim jednak doskonały dobór grona świeckiego i zakonnego przyczyniał się do dużych osiągnięć w dziedzinie nauczania. Uczennice zdobywały nagrody szkolne i międzyszkolne w różnych dziedzinach wiedzy. Chór szkolny miał wielkie osiągnięcia. Szkoła miała też wyróżnienia i nagrody w eliminacjach sportowych. "Nie brakło czasu i na pracę społeczną - wspomina S. Imelda Adamska - i to nie tylko na przysłowiowe "gwiazdki" dla biednych dzieci, ale na prawdziwy stały wysiłek w tej dziedzinie, jak świetlica dla uliczników, praca w herbaciarni dla bezrobotnych, opieka nad szkołami na kresach. Omawiano encykliki społeczne. Nie obcy był naszym uczennicom budzący się ruch liturgiczny. Każda z nich miała mszalik i wdrażała się w recytowanie tekstów mszalnych". Podkreślając kierownicze zdolności m. Jadwigi stwierdza s. Imelda: "Nie czułyśmy się w naszej krakowskiej szkole biernymi pionkami, ale żywymi, czynnymi współpracowniczkami, każda miała swój własny wkład w dzieło nauczania i wychowania". /Ze wspomnień pensjonarki. Akademia z okazji Jubileuszu M. Jadwigi Glemówny, w Krakowie - 1964 r./ Rzeczywiście Dyrektorka jako świetny dydaktyk i pedagog, mogła efektywnie przyczyniać się do ciągłej formacji Grona Nauczycielskiego. Sama nie tylko doskonale uczyła łaciny, ale przelewała swe zamiłowania w serca wychowanek. Cytaty z klasyków, przekazywane w różnej formie, nie tylko utrwalały znajomość języka, ale wzywały do szczytnych ideałów np: "Per aspera ad astra", albo "Casta placent superis; pura cum veste venite. Et manibus puris sumite fontis aquam!" Wychowanki-uczestniczki jubileuszowej pielgrzymki do Rzymu w 1925 r. do dzisiaj pamiętają, jak m. Jadwiga, która po raz pierwszy była wówczas w Wiecznym Mieście, budziła podziw uczennic, ale zwłaszcza zawodowych przewodników nie tylko znajomością dat i faktów, ale z racji tak widocznego zakorzenienia w Rzymie jakby była jego mieszkanką od lat.

W szkole krakowskiej działało wiele różnych organizacji młodzieżowych. Działał także samorząd szkolny świetnie zorganizowany, któremu m. Jadwiga podsuwała dyskretnie pewne sugestie, ale nim nigdy nie dyrygowała - jak zaznaczają z uznaniem wychowanki. Zależało jej bowiem na wdrażaniu uczennic do twórczej współpracy i współodpowiedzialności.

Wielką pomocą były współpraca z Komitetem Rodzicielskim i w ogóle bliskie i serdeczne kontakty z wszystkimi niemal rodzicami uczennic. Wyrazem uznania dla pracy m. Jadwigi na polu wychowawczo-naukowym i społecznym był Złoty Krzyż Zasługi przyznany jej w listopadzie 1938 r., oraz liczne wyrazy uznania pod adresem dyrektorki szkoły i klasztoru.

Ostatni niejako akord przedwojennego życia szkoły zabrzmiał na Błoniach krakowskich dnia 18 czerwca 1939 r., kiedy to po Mszy św. na Wawelu odbyła się na tychże Błoniach wspaniała uroczystość poświęcenia i przekazania armii samolotu sanitarnego "św. Urszula", ufundowanego zbiorowym wysiłkiem wszystkich urszulańskich szkół w Polsce; wysiłkiem dzieci i młodzieży, grona nauczycielskiego, byłych wychowanek i rodziców uczennic. Szerzej opowiada o tym wydana z tej okazji jednodniówka.

Wybuch II wojny światowej zmienił oblicze świata, zmienił - i to w szybkim tempie - oblicze urszulańskiego Domu przy ul. Starowiślnej. M. Jadwiga, która przez czas okupacji była przełożoną, otworzyła przede wszystkim szeroko furtę dla naszych sióstr wyrzuconych z innych klasztorów m.i. i dla nowicjatu, a także dla świeckich uchodźców i potrzebujących pomocy. Okresowo mieścił się tu prowincjalat. Później zamieszkały tu również Siostry Wizytki wysiedlone ze swego domu przy ul. Krowoderskiej. Co do Urszulanek, to tylko usilne starania m. Jadwigi uratowały je przed przymusowym przesiedleniem. Tak więc dom na Starowiślnej mógł służyć w czasie okupacji jako punkt oparcia także dla kilku nowych placówek urszulańskich otwartych w Krakowie głównie w celach charytatywnych.

Już 20 listopada 1939 zamknięto na zarządzenie okupanta wszystkie - a więc i urszulińskie - gimnazja i licea. Na szczęście mogła jawnie funkcjonować szkoła podstawowa, a nawet wydatnie się rozrosnąć w stosunku do okresu przedwojennego. Na życzenie społeczeństwa otwarto także przedszkole, a w czasie wakacji siostry prowadziły - głównie w ogrodzie - półkolonie dla dzieci, które nie mogły wyjechać z miasta. Po długich staraniach uzyskała m. Jadwiga pozwolenie władz niemieckich na prowadzenie Szkoły Gospodarczej, której sama była kierowniczką. Szkoła ta, podobnie jak szkoła powszechna, miała bardzo chlubną kartę i pomogła wydatnie w prowadzeniu tajnego nauczania na poziomie szkoły średniej. Niemieccy wizytatorzy poznali się na tym i zreferowali swe opinie w tajnym memoriale do Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy /por. A. Birkenmajer, Co władze niemieckie wiedziały o polskim tajnym nauczaniu? Przegląd historyczno-oświatowy, 1947 r./. Dopiero po wojnie wyszło na jaw, że urszulanki uczące w szkole krakowskiej miały być wywiezione do Rzeszy w marcu 1945 r. gdyż za dobrze uczyły w szkole powszechnej i gospodarczej.

Przez cały okres okupacji kilka sióstr udzielało prywatnych lekcji języków obcych indywidualnie lub w tzw. kompletach. Tak więc klasztor tętnił życiem. Choć zebrania były zakazane, młodzież gromadziła się co niedzielę w Chórze Cecyliańskim prowadzonym na bardzo wysokim poziomie. Chór ten pełnił również rolę teatru amatorskiego kontynuując chlubną tradycję przedwojennej szkoły. Pensjonat skupiał dziewczęta z rozmaitych szkół i kursów zawodowych. Był zawsze wypełniony ponad miarę chociaż trzeba było przenosić się do coraz ciaśniejszych pomieszczeń, gdyż Niemcy zajmowali wciąż nowe partie domu wchodząc w końcu do klauzury. Każde wyjście do miasta groziło łapanką lub innymi przygodami.

M. Jadwiga wytrwale podejmowała ryzyko udostępniania domu na różne spotkania i tak np. 70 osobowy zespół chóru "Akord" odbywał tu próby pod dyrekcją swej założycielki Ireny Pfeiffer, która od lat uczyła w urszulańskiej szkole. Kaplica - prawdziwe centrum domu - skupiała Siostry i licznych świeckich domowników, a także udostępniano ją innym szkołom i grupom wiernych. W częstych momentach szczególnego zagrożenia wszyscy zbierali się tutaj na żarliwą modlitwę. W okresie nalotów m. Jadwiga przewodniczyła modlitwom w suterenach. Najczęściej odmawiała koronkę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Modlitwy przeplatano śpiewem - ufność wstępowała w serca. Mimo trudnych warunków okupacyjnych Siostry i dzieci miały regularnie Msze św. w kaplicy a także nabożeństwa, konferencje duchowne oraz rekolekcje. W domu odbywały się także okolicznościowe prelekcje i wykłady m.i. Ojca Jacka Woronieckiego OP, który zamierzał wówczas stworzyć zespół zajmujący się hagiografią polską.

M. Jadwiga opracowując swe notatki z pierwszych lat okupacji podaje w cyfrach stan domu z końca grudnia 1940 r.: W klasztorze -krakowskim i w Sierczy, gdzie był dom filialny, podlegający przełożonej krakowskiej było łącznie 99 urszulanek /na Starowiślnej - 84, w Sierczy - 15/, a w tym: 71 profesek po ślubach wiecznych, 23 juniorystki, 5 nowicjuszek. W pensjonacie: 35 dziewcząt. Uczennic: w szkole powszechnej - 356, w przedszkolu - 84, w szkole gospodarczej - 17. Wysiedlonych świeckich osób /mieszkających w domu pod numerem 11/ - 37, służby - 12 osób. W kuchni klasztornej gotowano dla 320 osób, w taniej kuchni prowadzonej przez Siostry na zlecenie magistratu pod numerem 11 wydawano w tym czasie 650-790 obiadów dziennie. W następnych latach cyfry były większe.

Po wojnie zaczął się dla m. Jadwigi nowy etap życia. W lutym 1945 - po dłuższym wypoczynku w Koszycach koło Tarnowa - wyjechała do Lublina, gdzie - przez 6 lat pełniła obowiązki przełożonej. Był to najpierw pełen entuzjazmu okres ponownego rozkwitu dzieł apostolskich. W naszej szkole lubelskiej uczyło się wówczas przeszło 1150 dzieci i młodzieży w przedszkolu, szkole podstawowej i liceum. Potem przyszły trudne lata walki o utrzymanie szkoły i jej katolickiego i polskiego charakteru. W Lublinie była też M. Jadwiga jedną z inicjatorek pracy międzyzakonnej pod kierunkiem Ks. Bpa Stefana Wyszyńskiego, ówczesnego ordynariusza lubelskiego, który potem wiele razy wyrażał wielkie uznanie dla gościnnego domu urszulańskiego i postawy m. Jadwigi "zawsze pogodnej i uśmiechniętej, otwartej sercem i ramionami dla wszystkich zakonnic diecezji lubelskiej" /z przemówienia dla zakonnic Archidiecezji Warszawskiej, 3 sierpnia 1971 r./. Już jako Prymas zlecił Ksiądz Arcybiskup zorganizowanie w naszym lubelskim klasztorze Międzyzakonnego Internatu KUL - piękne to dzieło zapoczątkowała m. Jadwiga w 1950 r. starając się zapewnić studentkom nie tylko warunki do nauki, ale i dla dalszej formacji zakonnej.

Następny etap pracy stanowiły lata 1951-1957, kiedy m. Jadwiga pełniła funkcję przełożonej klasztoru w Gdyni przy ul. Pomorskiej 41 ucząc równocześnie łaciny w tamtejszym naszym liceum. Także na tamtym terenie, w diecezji chełmińskiej, współpracowała z Ks. Biskupem Kazimierzem Kowalskim jako referentka diecezjalna. Wspominając po latach ten okres opowiadał Ks. Biskup autorce niniejszego wspomnienia z uznaniem o tej "wielkiej Urszulance" - jak się wyraził - podziwiając jej mądrość, rozwagę, szerokość horyzontów, męstwo, patriotyzm, umiejętność nawiązywania i podtrzymywania kontaktów itp. Podobnie wyrażała się M. Edyta Samuk, ksieni opactwa Sióstr Benedyktynek w Żarnowcu. Wszystkie te cechy przydały się bardzo w owych, trudnych latach walki ze zgromadzeniami zakonnymi, w okresie przymusowego odsuwania zakonnic od właściwych im form apostolatu m.i. ze szkół przedszkoli, szpitali itp. W zmaganiach tych brała m. Jadwiga udział z potrójnego tytułu jako przełożona domu i doradczyni prowincjalna oraz jako referentka diecezjalna z nominacji Księdza Prymasa.

Zarysowane powyżej curriculun vitae nie wyczerpuje nawet prostego zestawienia funkcji, jakie m. Jadwiga pełniła w Zakonie. Trzeba, choćby ogólnie wspomnieć o jednym jeszcze dziele jej prac. W ciągu długiego życia Naszej Zmarłej trzykrotnie zmieniała się organizacja urszulańskich klasztorów w Polsce. W okresie jej formacji zakonnej klasztory nasze były autonomiczne. W 1919 r. powstała Unia Urszulanek Polskich z siedzibą zarządu generalnego w Krakowie. Wreszcie 28 listopada 1935 r. przegłosowały Urszulanki polskie przystąpienie do Unii Rzymskiej. Zanim do tego doszło ścierały się różne orientacje. M.J adwiga była zawsze gorliwą zwolenniczką Unii Polskiej. Kiedy jednak Stolica Święta zatwierdziła w 1936 r. przystąpienie klasztorów polskich do Unii Rzymskiej, lojalnie uznała nowy stan rzeczy i z całym oddaniem służyła dalej Zakonowi. Tak więc przez wiele lat brała m. Jadwiga udział w konferencjach zakonnych, zjazdach i kapitułach najpierw w kraju, a potem i w Rzymie. Wyrazem uznania, jakim cieszyła się w Zakonie był fakt kilkakrotnego wyboru jej czy też mianowania najpierw na konsultorkę generalną, potem asystentkę generalną, a w późniejszej strukturze Zgromadzenia - na doradczynię prowincjalna.

Po długich latach życia tak bardzo zaangażowanego nastąpił okres stopniowego zmniejszania się aktywności zewnętrznej. W sierpniu 1957 r. powróciła m. Jadwiga do Krakowa i odtąd wyjeżdżała stąd tylko dla wypoczynku. Mieszkała najpierw w Domu Prowincjalnym pod numerem 11, potem w domu pod numerem 9. Był to niezwykle trudny dla urszulanek okres niepewności i "przekwalifikowania się" po przymusowym zamknięciu szkół i odebraniu budynków szkolnych, w tym czasie uczyła m. Jadwiga jakiś czas łaciny w Liceum dla Zakonnic, prowadzonym przez Zgromadzenie w Krakowie oraz w Międzyzakonnym Wyższym Instytucie Katechetycznym, udzielała również wielu prywatnych lekcji języków siostrom, księżom, świeckim zarówno młodzieży jak i dorosłym. Miała zawsze różne prace zlecone zwłaszcza tłumaczenie. Choć postępowała w latach, starała się "utrzymać na bieżąco" w sprawach ogólnoświatowych i kulturalnych. Mając 86 lat pomagała jeszcze wydatnie przy tłumaczeniu łacińskiej dokumentacji w związku ze staraniami o zatwierdzenie kultu błogosławionej Królowej Jadwigi, za co jej serdecznym listem podziękował w 1976 r. Ks. Kardynał Karol Wojtyła.

Można jednak powiedzieć, że ostatnie 25 lat życia poświęciła przede wszystkim wychowankom. Utrzymywała z nimi liczne, jakże trwałe kontakty, przyjmowała wiele wizyt i prowadziła niezwykle szeroką korespondencję z byłymi uczennicami w kraju i za granicą. Obdarzona niezwykłą pamięcią znała nie tylko imiona i nazwiska tysięcy wychowanek, ale także losy i przeżycia ich rodzin. Od czasów szkolnych stała się dla nich prawdziwą przewodniczką i matką. Niezwykle przez nie ceniona, otoczona była do końca życia gorącą pamięcią wyrażaną w rozmaity sposób jak odwiedziny, telefony, listy, kwiaty, książki, rozmaite dary, legaty itp.

Nasza Zmarła zostawiła wiele cennych materiałów, dokumentów, listów, notatek, fotografii, które to materiały zaczęła już sama porządkować. Przez całe życie zapisywała główne czynności dnia i ważniejsze wydarzenia. Obchodziła uroczyście złoty jubileusz swej profesji zakonnej w 1964 r., kiedy jeszcze cieszyła się zdrowiem i mogła to święto przeżywać w licznym gronie wychowanek oraz jubileusz diamentowy - w 1974 r. w bardziej już ścisłym gronie. Mogła się jeszcze radować licznymi spotkaniami wychowanek z racji 100-lecia Klasztoru w 1975 i 1976 r., ale nie brała już w nich żywego udziału. Postępujące osłabienie słuchu stawało się coraz bardziej dotkliwym cierpieniem dla m. Jadwigi, która przez całe życie interesowała się tak żywo sprawami Kościoła, Zakonu i Ojczyzny i nigdy tych zainteresowań nie straciła. Na szczęście mogła dużo czytać i pisać, ale i to ostatnie stawało się z biegiem czasu coraz trudniejsze. W podręcznym notatniku znalazłam małą kartkę, na której przepisała sobie wezwanie:

"Panie, naucz nas zrozumieć, że tylko milczenie może uczynić nasze życie pożytecznym".

W ostatnich miesiącach słabła coraz bardziej, a wiele dolegliwości związanych z wiekiem męczyło ją w widoczny sposób. Siostry infirmerki przywoziły ją na wózku na Mszę św. do chóru zakonnego. Potem musiała pozostać w swej celi i tam przyjmowała Komunię św. Dnia 18 sierpnia 1981 r. przyjęła Sakrament Chorych. Udzielił go O. Jan Popiel SJ, wieloletni Rektor naszej kaplicy i wielki przyjaciel Zmarłej. Była wówczas przytomna i wyraziła wdzięczność za tę łaskę.

Ostatnie słowa, jakie wyraźnie wypowiedziała w obecności dwóch współsióstr - potwierdzając je gestem - były tak bardzo wymowne: "Ja już TAM - ale będę pamiętać!" W niedzielę wieczorem, 23 sierpnia - a w tym dniu przypadała właśnie 91 rocznica jej chrztu - całe Zgromadzenie długo modliło się z zapaloną gromnicą przy chorej, która wskutek postępującego porażenia straciła świadomość. Siostry czuwały przy umierającej dniem i nocą. Z polecenia lekarza otrzymywała przez parę dni kroplówki. Lekarz zapewniał, że nie cierpi. Do furty przychodziły byłe wychowanki lub telefonicznie pytały o stan chorej. A ona leżała cicho, oddychała spokojnie. Wydawało się, że po prostu śpi. Wyglądała pięknie i pogodnie. W wielkim spokoju odeszła do Pana we wtorek, dnia 1 września, o godz. 23.00.

Pogrzeb odbył się dnia 8 września, w uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W kaplicy na Cmentarzu Rakowickim Mszę św. o godz. 12.30 koncelebrowali: Ks. Stanisław Kosowski, Proboszcz naszej Parafii Wszystkich Świętych, Ks. Jan Górny, krewny śp. Zmarłej i Ks. Wojciech Stokłosa, syn wychowanki krakowskiej Marii Klimczak Stokłosowej. Następnie Ks. Kardynał Franciszek Macharski - uczeń Księdza Profesora Tadeusza Glemmy - odmówił modlitwy przy trumnie i poprowadzić kondukt pogrzebowy. W imieniu licznie zgromadzonych wychowanek reprezentujących trzy pokolenia pożegnała śp. Zmarłą dr Aleksandra Siwadłowska Mianowska. O. Jan Popiel w imieniu rodziny s. Jadwigi, której przedstawiciele zjechali z wszystkich stron Polski, oraz w imieniu klasztoru, wyraził wdzięczność za udział w liturgii pogrzebowej Księdzu Kardynałowi, Duchowieństwu, siostrom zakonnym z różnych zgromadzeń, dawnym uczennicom, znajomym i wszystkim uczestnikom. Odmówiono Anioł Pański. Trumna spoczęła w naszym grobowcu, który wprost tonął w wieńcach, wiązankach i bukietach kwiatów. Wiele osób trwało jeszcze długo na modlitwie. Dzień był piękny, cichy, słoneczny.

Wzruszeniem napełnia nas świadomość, że Nasza Droga Zmarła zaznawszy w ostatnich latach wiele cierpień i uniżenia, może teraz radować się uczestnictwem w Wiekuistej Liturgii, ona, która tak bardzo kochała liturgię sprawowaną na ziemi. Cieszymy się, że Ks. Wojciech Stokłosa zbierając w ubiegłym roku materiały do filmu o urszulankach zdołał "uwiecznić" na taśmie s. Jadwigę. Najwięcej radujemy się z tego że nie przeszkadzają nam już bariery wieku i choroby i możemy teraz być bliżej Siostry Jadwigi w tajemnicy Świętych Obcowania.

Z rodzeństwa s. Jadwigi dwie osoby były szczególnie związane z klasztorem krakowskim. Ks. Tadeusz Glemma /+7 maja 1958/ historyk Kościoła, profesor i dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, mieszkał parę lat w naszym domu po powrocie z niemieckiego obozu spiesząc z wielkim oddaniem i z posługą kapłańską siostrom i dzieciom. Najmłodsza z rodzeństwa - Irena - była wychowanką krakowskiej szkoły i pensjonatu. Po ukończeniu w Poznaniu studiów z zakresu filologi klasycznej powróciła do Krakowa i uczyła łaciny w urszulańskim gimnazjum i liceum w okresie do II wojny światowej. Cała zresztą rodzina utrzymywała bliskie i serdeczne kontakty nie tylko z s. Jadwigą, ale i z klasztorem. Wspólne przeżycie tajemnicy śmierci i liturgii pogrzebowej zbliżyło nas jeszcze głębiej.

S.Scholastyka Knapczyk OSD

Kraków, dnia 24 września 1981 r.






SŁOWA WYPOWIEDZIANE NAD TRUMNA M. JADWIGI GELMÓWNY W DNIU JEJ POGRZEBU, DNIA 8 WRZEŚNIA 1981 R.

W imieniu wychowanek gimnazjum im. św. Urszuli SS Urszulanek w Krakowie, w imieniu wychowanek gimnazjum i liceum SS Urszulanek chcę pożegnać Matkę Jadwigę Glemówną, chcę podziękować Matce Jadwidze Glemównie. Z całym naciskiem podkreślam - Matce - nie tylko dlatego, że będąc uczennicami tak do Niej mówiłyśmy, ale dlatego, że Ona ten najzaszczytniejszy z tytułów dobrze sobie całym życiem zapracowała. Była dla nas - matką nie tylko wtedy, kiedy prowadziła tę znakomitą - tak znakomitą szkołę - co trzeba stwierdzić bez patosu i przesady, dowody na to nazbyt liczne, a prowadziła ją po myśli wskazań sformułowanych najprościej już przez Frycza-Modrzewskiego, co w pięknej szesnastowiecznej polszczyźnie tłumaczenia Cypriana Bazylika brzmiało: "Trzeba Chrystusa ukazywać dzieciom”.

Była nam matką, wtedy również, gdy musiałyśmy się, niestety, rozstać z mundurkiem i ze szkołą i kiedy walec życia zaczął się po nas przejeżdżać! Przychodziło się wtedy do Matki i mówiło: "Matko, ja już nie wytrzymam, ten krzyż jest za ciężki !"

Dobre, mądre oczy Matki Jadwigi patrzyły serdecznie, a spojrzeniu towarzyszyły słowa: "Bóg zna wymiary Twoich ramion. Wytrzymasz!"

Kiedy patrzę teraz na to piękne życie w służbie dobra, na to życie dopełnione, to jak nigdy narzucają mi się wręcz owe Norwidowe słowa: "Aż spocznę kiedyś, jak żniwo na sierpie. Który podzwania rączo i wesoło". A krzyże "wytrzymywałyśmy" jak mówiłaś, a nawet dzięki Tobie i zasadom, które w nas wpoiłaś zaczęłyśmy pojmować tę mądrość najwyższą zawartą w owych słowach: "Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie".

Wiem Matko, nauczyłyśmy się tego przecież już w szkole, nauczyłaś nas tego, że "życie nasze się nie kończy, tylko się zmienia". Wiem! Ale smutno nam! Nie będzie przecież już tych rąk, do których można się przygarnąć, przytulić! Wiem również, że ostatnie świadome Twoje słowa na ziemi skierowane do Bliskich, do Sióstr były: "Ja już jestem po tamtej stronie, ale o Was nie zapomnę".

Myślę Matuchno, że i o nas, swoich wychowankach, także nie zapomnisz!

Aleksandra Mianowska